Paragon

Autor: Tomasz Smogór, Gatunek: Proza, Dodano: 17 czerwca 2017, 11:56:10

 

   Siedział pod zlewozmywakiem mocując się z syfonem, gdy dobiegł go ten piskliwy, nieprzyjemny krzyk:

            – Zenek, co ty tam robisz?!

            – Nie widzisz, że męczę się z tym cholerstwem! Co chwilę z niego cieknie!

            – Ale tutaj w telewizorze…

            Zenek udał się do pokoju, gdzie Zośka oglądała film.

            – No zobacz – wskazała na ekran.

            – To mam być ja? ­– obruszył się na słowa żony, bo nie widział żadnego podobieństwa. Gość miał zrośnięte brwi, jak u jakiegoś wilkołaka, zaś oczy prawie wyłaziły mu z orbit. Miał rozczochrane kręcone włosy, kiedy Zenek był niemal łysy. Przygarbiona sylwetka bohatera filmu świadczyła o tym, że zamiast na zajęcia z wuefu, musiał chodzić w młodości na wagary. Więc Zośka albo była ślepa albo już kompletnie zgłupiała. Zenek przecież nawet nie był na żadnym castingu, a co dopiero miałby dostać angaż w filmie. Lecz odłożył naprawę zlewu i przysiadł się obok Zośki, śledząc z zaciekawieniem losy bohatera.

            – O czym jest ten film? ­– spytał.

            – Facet związał kasjerkę i wsadził do bagażnika, bo była mu winna grosika i nie oddała.

            – Ale tak na oczach ludzi?

            – Nie, po pracy. Jak wracała do domu.

   Śledzili, jak rozwinie się akcja. W głębi kadru faktycznie był jakiś punkt przypominający samochód, ale bohater oddalił się od niego na skraj lasu. Scenie towarzyszyła dynamiczna muzyka, podkreślająca, że jest to thriller. Miała ukazywać emocje związane z tym, że dziewczyna okazała się kimś zupełnie innym. I na dodatek nawet płeć się nie zgadzała. W oddali spod gęstej mgły wyłaniały się blokowiska, co świadczyło że jest wcześnie rano. Na twarzy aktora rysował się coraz większy niepokój, jakby coś z głębi lasu go wypatrzyło. Gdy stwierdził, że porwał nie tę osobę, rozterki pchnęły go do zmiany planu. Teraz chciał zatrzymać dostawę pieczywa do sklepu osiedlowego, w którym pracowała kasjerka, twierdząc że ktoś musi ponieść karę za to, co go spotkało. Więc wysypuje na ulicę gwoździe i czeka aż samochód opuści piekarnię. Kiedy ten wyjeżdża z zakrętu, łapie gumę. Na ruchliwej ulicy szybko tworzy się karambol.

 

   Ale z każdą minutą coś się nie zgadza. Zenek nie może pojąć, skąd biorą się te wszystkie szmery w postaci obrazów i dialogów, które kołują nad jego głową jak śmigłowce. Przecież w tym pokoju nigdy nie było żadnej żywej osoby oprócz niego. Patrzy na sprzęty domowe, które od wielu dni pokrywa gruby kurz. Nigdy nie było żadnego innego scenariusza, jak ten kiedy, inkasent miesiąc temu wyłączył mu prąd. Patrzy na martwe ciało leżące obok, przy którym leży paragon za chleb na 2.49 zł. Szybkim ruchem wygładza sukienkę, którą włożył rano i idzie do łazienki uszminkować usta.

 

 

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się